Array ( ) Stawiając Czoła Codzienności - bloog.pl
Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 913 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Miłość, a co to takiego?

niedziela, 06 grudnia 2009 21:32
Właśnie! Ciągle zadaję sobie to pytanie. Czy to, że jakaś dziewczyna mi się podoba oznacza miłość do niej? Czy może dopiero stosunek z nią można nazwać "miłością". Literacko, na pewno, ale jak jest w rzeczywistości? Wiele już w życiu przeszedłem, z niejednego pieca chleb jadłem i szczerze powiedziawszy wciąż nie wyciągnąłem żadnych konkretnych wniosków. Gdzie leży granica pomiędzy miłością a zauroczeniem? A może zauroczenie to już miłość? Jakie są oznaki miłości? Ból brzucha? Głos w sercu? Możliwe, że po prostu trzeba coś zauważyć. Tylko co? Gdybym był bohaterem kreskówki, byłoby prościej. Zobaczywszy serduszka unoszące się pomiędzy mną a moją wybranką wiedziałbym, że to właśnie to. A teraz? Teraz nie wiem.

Miłość jest wszędzie. W literaturze, telewizji, reklamach, kolorowej prasie, na billboardach, dosłownie wszędzie. W reklamach przypraw kulinarnych rozpromienione twarze dzieci, które tak bardzo kochają swoją mamę, bo zrobiła im smakowitą zupkę z masą rakotwórczych konserwantów, albo synek, który dziękuje kochającej mamie, że wyprała mu skarpetki wspaniałym proszkiem dzięki czemu stały się śnieżnobiałe (dlaczego ja tak nie potrafię?). To jest akurat takie lansowanie miłości jako produktu. Jednak mi chodzi o prawdziwą miłość. Taką książkową. Ich jest akurat nieskończenie wiele. Można zakochać się na wiele sposobów. Zdecydowanie odradzałbym próbowania miłości romantycznej. Każdy wie jak kończą romantyczni kochankowie (np.Werter).

Czy znalezienie miłości jest rzeczywiście takie trudne, czy może to ona znajduje człowieka? W tym drugim przypadku są dwie możliwości: albo miłość jest tylko dla wybranych, albo należy na nią poczekać odpowiedni okres czasu.

Co do braku miłości w moim przypadku, jest to odczuwalne. Jednak uwarunkowane jest to warunkami mnie otaczającymi. W zimie, tzw.okresie świątecznym ten brak wzmaga się i osiąga swoje maksimum. Idąc ulicą, widząc tysiące zakochanych lub "zakochanych" par, mam ochotę zaznać tego samego. Każdemu na pewno marzy się posiadanie bliskiej osoby, z którą mógłby spędzać czas, rozmawiając lub pożytkując go w inny sposób. Rodzajów miłości jest co niemiara. Od miłości młodzieńczej tzw. zauroczenia poprzez miłość z pożądania, aż do prawdziwej, trwałej miłości. Ja przeżyłem taką z pożądania z tym, że z mojej strony było to coś więcej niż tylko seks. Miałem nadzieję na coś trwalszego, ale jak potem się okazało był to związek "fizyczny".

Często zdarza mi się słyszeć jak dziewczyny mówią o chłopakach, że myślą za pomocą swoich penisów, że zależy im tylko na seksie a nie na uczuciach. Szczerze powiedziawszy znam więcej dziewczyn, którym właśnie tylko "na tym" zależy. Co w takim wypadku, my faceci powinniśmy mówić o takich istotach. Że myślą swoimi .... ? Nie, nie widzę w tym żadnego sensu. Z pewnością wielu chłopaków, o których mówią te dziewczyny pragnie po prostu "pełnego związku" (usłyszałem ten frazeologizm od mojego znajomego i jakoś utkwił mi w pamięci). Dla wielu dziewczyn nie jest to  ani cool, ani nawet "spoko".

Tak więc ciężko jest odpowiedzieć na pytanie, co to jest miłość. Dla jednych jest to głębokie uczucie, dla innych tylko pożądanie. Jak mówił Luís de Camões, portugalski, renesansowy artysa

Miłość jest to jakieś nie wiadomo co, przychodzące nie wiadomo skąd i nie wiadomo jak, i sprawijące ból nie wiadomo dlaczego.

I tego się będę trzymał!

 

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Kultura na wymaricu

piątek, 20 listopada 2009 22:30
Czy w dzisiejszych czasach ktoś jeszcze ma zielone pojęcie co oznacza słowo "kultura" ? Obserwując nasze społeczeństwo, głównie w moim przedziale wieku, odnoszę wrażenie, że jednak nie. Najlepszym przykładem są lekcje w szkołach. Nie chciałbym tutaj generalizować problemu, bo wiem, że szkoła szkole nie jest równa, ale zaobserwowałem to na przykładzie mojej placówki. Otóż, wnioski jakie można wysnuć z owych obserwacji są zarazem śmieszne i niepokojące.

Każdy z nas na pewno w dzieciństwie nabywał wiedzy na temat tego co jest przyzwoite, a co już wykracza poza granice kultury. "Nie przeszkadzaj kiedy ktoś mówi!", "Wysłuchaj czyjejś opini, następnie dopiero odpowiedz nie wcinając się w słowo", "Siedź cicho na lekcji", to tylko jedne z poleceń jakie każde dziecko nasłuchało się w dzieciństwie nie raz, nie dwa lecz wiele razy. I co ludziom z tego zostało? Zatarte wspomnienia. Kultura jest zupełnie zapomnianym zjawiskiem. Gdy nauczyciel mówi, wszyscy poruszają swoje tematy nie pozwalając mu dojść do słowa.
Czy to jest odpowiednie? Zdecydowanie nie ! Nauczyciel - osoba, która powinna budzić autorytet wśród młodych ludzi, staje się podrzędną jednostką wobec wszechmocnych uczniów. Jest to odpowiedni moment aby zadać sobie pytanie "dokąd zmierzamy?". Paul Gaugin, autor obrazu "Skąd przychodzimy? Czym jesteśmy? Dokąd zmierzamy?" wiedział dobrze do czego zdolne jest społeczeństwo. Oczywiście jest to dość ogólna i odległa interpretacja tego obrazu jednak coś w tym jest.

Będąc już przy kulturze chciałbym poruszyć problem komunikacji. Nie chodzi mi tutaj oczywiście o MPK (które oczywiście ma swoje wady) lecz o rozmowę, a raczej "sztukę" prowadzenia rozmowy. Użyłem słowa "sztuka" gdyż obecnie bardzo nieliczne osoby potrafią w odpowiedni sposób rozmawiać między sobą. Ciągłe przerywanie, wyśmiewanie czyjejś opini, uniemożliwianie skończenia zdania jest obserwowane nie tylko na płaszczyźnie uczeń-nauczyciel, ale także uczeń-uczeń. Ludzie, którzy mają po 18 lat z pewnością powinni mieć opanowane pewne zasady, które sterują konwersacją jednak tak nie jest. Nie wiem gdzie tkwi problem. Być może jest to spowodowane zaniedbaniami w przeszłości, może rolę odegrała tutaj rodzina, w której właśnie brakowało rozmowy. Jest to przykre, nie oszukujmy się. Zamiast rozwijać się, brnąć do przodu w każdej dziedzinie, cofamy się do poprzednich epok.

Kolejna sprawa, śmiecenie. Wydaje się trywialna? Może taka jest, ale ma kolosalne znaczenie jeżeli chodzi o fizjonomię chodników i samopoczucie ludzi.
Każdy człowiek marzy o tym, aby żyć w czystym miejscu gdzie patrzenie dokoła sprawia przyjemność. Mi osobiście patrzenie na śmieci leżące na trawniku, obok puszek znajdujących się na chodniku bynajmniej nie sprawia radości, nawet najmniejszej.  Wręcz przeciwnie, czuję się dość niekomfortowo widząc wszystkie odpady w moim otoczeniu. Wyrzucenie papierka na ziemię, chociażby najmniejszego jest dla nas czymś mało znaczacym. Często słyszę "no przestań, to tylko jeden papierek". Takie tłumaczenie w ogóle do mnie nie przemawia. To tak jakby terrorysta powiedział "ja tylko na tym jednym przystanku zdetonuję ładunki, które na mnie wiszą". Każdy na pewno wie jak wygląda domino. To samo jest w tym przypadku. Jedna osoba popełni coś nieodpowiedniego, za nią pójdzie 10 kolejnych. I tak dalej, i tak dalej ... Czemu ciągle obserwuję sytuacje gdzie osoba idąc obok kosza, celowo trafia obok? Czy w domu robi to samo? Gdzie są wszelkie maniery?

Na sam koniec chciałbym przytoczyć słowa pewnego angielskiego arystokraty i eseisty Bertranda Russela:

"Jedna kulturalna osoba to zbyt mało, aby podnieść poziom imprezy chamów, natomiast jeden cham zepsuje każdą kulturalną imprezę"


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"wzorowe" dyskusje

czwartek, 19 listopada 2009 20:33
Dość niedawno na jakimś portalu (chyba onecie) zobaczyłem pewien tzw.  Gorący temat. Brzmiał on "Humanista kontra umysł ścisły". Chodziło tutaj o wojnę, którą prowadzą studenci wyższych uczelni technicznych ze studentami kierunków humanistycznych. Wnioski??
Nie sądziłem, że ta wojna jest taka zażyła i zarówno jedna jak i druga strona ma jakieś argumenty przemawiające na ich korzyść.

Czytając komentarze zauważyłem, że studenci "ściśli" uważają się za bardziej inteligentnych i rozumnych usilnie starając się deprecjonować tych drugich. Dlaczego tak jest? Może sadzą, że to właśnie ich "nauka" jest bardziej wymagająca pod względem umysłowym i wymaga większych umiejętności. Ja osobiście uważam, że każdy robi to co lubi i nie należy tutaj dzielić studentów na tych lepszych i gorszych.  Obie te grupy są bardzo potrzebne w społeczeństwie.

Spróbujmy jednak dojść do tego, która dziedzina odgrywa ważniejszą rolę.

Matematyka, fizyka, chemia, biologia ...
Obliczanie, budowanie, leczenie, mieszanie ... są to słowa związane z techniką. Co zrobilibyśmy bez elektryczności, bez telefonów, samochodów, komputerów? Żylibyśmy jak ludzie pierwotni.  Nie moglibyśmy korzystać z życia w taki sposób jak korzystamy teraz. Szczerze powiedziawszy, jest to argument przemawiający za ścisłowcami. Nie wiadomo w ogóle czy mieszkalibyśmy w domach, czy pozosałyby nam lepianki lub drewniane chaty. Naukowcy ułatwili nam życie. To jest niezaprzeczalny fakt.

No ale tak.. psychologia, socjologia, prawo ..
Jak wyglądałby świat, na którym nie byłoby żadnych humanistów?. Wszelkie odmiany patologii stałyby się elementem codzienności. Bez wszelkich metod poznawczych nie potrafilibyśmy dociec czym tak naprawdę żyje człowiek, jaka jest istota jego mózgu. Tutaj nie wystarcza sama biologia. Potrzebna jest tu jeszcze wiedza psychologiczna (choć poniekąd te dwie dziedziny są ze sobą powiązane). A prawo?? Jest to dość istotny dział w życiu społecznym. Jeżeli ktoś dopuści się czegoś co nie jest moralne bądź niegodne człowieka ktoś musi rozstrzygnąć jakie będą dalsze losy delikwenta.
Mało przekonujące?? Sokrates, Platon, Arystoteles - te nazwiska mówią same za siebie. To tacy ludzie jak oni stworzyli podwaliny obecnego ładu społecznego. To dzięki nim mamy pole do popisu jeżeli chodzi o rozważania i formułowanie różnorakich koncepcji.

Teraz część mniej oficjalna. Zobaczmy jakie argumenty mają humaniści, a jakie ścisłowcy?
humanista:
powody, dla których "ściśli" nie lubią humanistów:
1. Zazdrość. Podczas gdy oni cały czas zakówali inni dzielili czas pomiedzy zabawę i naukę.
2. Frustracja. Wszyscy wiemy ile kobiet studjuje na wydziałach scisłych i jaki jest poziom ich urody.
3. Rozczarowanie. Po latach wyrzeczeń miało być tak pięknie ale nie jest kasa może i wieksza ale robota po godzinach i przynoszona do domu.
4. Pycha. Z niej biora się mity, że ścisli są produktywną cześcią społeczeństwa i pchaja cywilizacje do przodu. Jest to myślenie chłopa, który patrzył na pisarza w gminie i mu zazdrościł, nic nie zebrał nie zrobił a ma. Ja budowałem autostade i ona jest, nie widza sfery idei.
Pewnie zaraz posypia się groy, ale pisze to ku chwili zastanowienia sie ścisłych nad samym sobą, czemu maja ten kompleks.
-Humanisci wbrew pozorom sa inteligentniejsi!

ścisłowiec:
- ze ścisłowca humanistę zrobić zawsze można. W drugą stronę to jakoś nie chce działać.
- nie radzisz sobie z matematyką?
zostań humanistą..
-inżynier stawia czoła problemom rzeczywistym
humanista zmaga się z problemami sztucznymi

To może by było na tyle. Nie będziemy zapędzać się zbyt daleko, bo jak każdy wie jest to temat rzeka ...
Można dyskutować wiele na ten temat. Ale jedno jest pewne. Nie ważne gdzie studiujesz. Liczy się twoja pasja i wkład włożony w naukę..

A jak wy postrzegacie tą sprawę?



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wojna o krzyże

wtorek, 17 listopada 2009 20:56
Zaczęło się we Włoszech. Finka z włoskim obywatelstwem wytoczyła proces szkole, do której uczęszczało jej dziecko, o krzyż,  który wisiał na ścianie. Uważała, że rozpraszał dziecko i uniemożliwiał wychowywanie wg własnych przekonań religijnych. I co się okazało? W Polsce wszedł projekt ustawy, aby zdjąć krzyże ze szkół i instytucji publicznych. No to tak, wszyscy są pewnie ciekawi, co z tego wyniknie. Środowiska katolików rozpoczynają zaciętą dyskusję na ten temat. No ale jak to,  Polska, katolicki kraj, i bez krzyży? A no jest to możliwe. Bo  Polska jest państwem świeckim, bynajmniej nie katolickim. Przynajmniej wg konstytucji kościół i państwo są od siebie niezależne. Niestety żyjemy w takim kraju gdzie kler stanowi poniekąd rdzeń władzy.   To, że w Polsce przeważającą większość stanowią wyznawcy rzymstko-katolickiej religii to tylko korzystanie z prawa o wolności wyznania.

Dobra, ale powróćmy do sprawy krzyży. Co na pomysł pani Joanny odpowiada prezydent? "Nikt nie będzie przyjmował do wiadomości, że w Polsce nie będzie wolno wieszać krzyży w klasach.może gdzie indziej, ale nie w Polsce". Dość ofensywnie i bez żadnych konkretów. Czego się spodziewać po konserwatywnym katoliku, którzy rządzi państwem znajdującym się pod "opieką" watykanu.  Odwołajmy się do konstytucji:
"Rozdział 1. Art. 25. Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych". Czy to tylko ja, czy innym też się wydaje, że pan Lech K. takiej bezstronności nie zachował?

Zastanówmy się teraz czy taki projekt jest w ogóle do zaakceptowania w Polsce? Wg kostytucji: "Wolność uzewnętrzniania religii może być ograniczona jedynie w drodze ustawy i tylko wtedy, gdy jest to konieczne do ochrony bezpieczeństwa państwa, porządku publicznego, zdrowia, moralności lub wolności i praw innych osób." jak najbardziej. Ale spójrzmy prawdzie w oczy, istnieje jedynie mała szansa, aby ta ustawa przeszła.

Jaka jest odpowiedź katolików? Podirytowani całą sytuacją chcą "cofnąć historię", to znaczy planują stworzyć ustawę, która mogłaby regulować wygląd naszego godła. Chcą umieszczenia krzyża na naszym godle, czyli cofnięcia się aż do lat dwudziestych XX w. Brak tego krzyża w godle oznacza nic innego jak niezależność naszego państwa od Watykanu. Czy razem z krzyżem w godle Polska powróci do dawnych relacji z papiestwem?

Może teraz przedstawię swoją własną opinię. Zacznijmy od wiary. Nie wierzę w Boga. Jestem racjonalistą. Mam chrzest w religii rzymsko-katolickiej, jednak ja, jako małe niemowlę nie byłem tego świadomy. I można się teraz zastanawiać, czy jestem katolikiem, czy nie. Ja twierdzę, że nie gdyż wyznawcą religii można nazwać osobę, która akceptuje doktryny i zasady obowiązujące w danym Kościele. Czy denerwują mnie krzyże w klasach? Szczerze powiedziawszy nie. Nie denerwują mnie lecz sprawiają, że zaczynam się zastanawiać nad rolą kościoła i religii. Małe dziecko idąc do szkoły czy przedszkola napotyka się na krzyże w niemal każdym miejscu. Dzieci w okresie przedszkolnym są w fazie socjalizacji pierwotnej, oznacza to, że biorąc przykład z dorosłych starają się ich naśladować. Jednak co takie 5 czy 6 letnie dziecko może wiedzieć o świecie? W pewnym sensie jest to narzucanie dziecku wzorców przez innych. Dużą rolę odgrywają tutaj także rodzice. To od nich zależy jakie będzie stanowisko dziecka w kwestii religii. Rodzice katolicy mają tendencję do gloryfikowania religii rzymsko-katolickiej oraz deprecjonowania ateistów. Znam to z własnego przykładu. Pamiętam, że gdy byłem jeszcze małym dzieckiem słyszałem, że słowo "ateista" jest synonimem człowieka niedobrego, który nie powinien się ze mną zadawać. Jednak dopiero w późniejszych latach dowiedziałem się, że "ateista" nie różni się niczym od "katolika" oczywiście w sensie określenia człowieka. Nie jest to ani lepsza, ani gorsza osoba.
Co w takim przypadku ma robić dziecko z ateistycznej rodziny? Czy takie dziecko nie będzie czuło presji ze strony swoich "wierzących" kolegów poobwieszanych krzyżami jak ciemnoskórzy raperzy w swoich teledyskach? Myślę, że takie dziecko jest zbyt młode, żeby zrozumieć istotę rzeczy i podjąć decyzję. Dlatego też uważam, że szkoły czy przedszkola nie są odpowiednim miejscem kultu.

Podsumowując można dojść do wniosku, że krzyże w szkołach i innych miejscach nie są pożądanym elementem wystroju, jednak biorąc pod uwagę poglądy naszego "bezstronnego religijnie" prezydenta kwestia ta może jedynie pozostać tematem rozgorzałych dyskusji w mediach i na forach internetowych.

A co ty sądzisz na ten temat? Wypowiedz się poniżej !

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

WDD, czyli Wychowanie Do Dojrzałości

piątek, 13 listopada 2009 20:34
Często zastanawiam się nad pojęciem "dojrzałości". Czy to meszek pod nosem, czy włosy łonowe lub pot, czy z kolei prawo jazdy lub dowód osobisty czynią człowieka dojrzałym? Nie wydaje mi się. Kwestia ta jest dość głębsza i obszerniejsza niż się może wydawać. Spotykam wielu ludzi, mam możność rozmawiania z nimi. Są to osoby w różnym wieku, przeważnie jednak zbliżonym do mojego.

Co zauważam? Przede wszystkim kolosalne różnice między osobami w tym samym wieku. Mogą one wynikać na przykład z wychowania, środowiska, w którym się dorastało, głównie jednak są oparte na doświadczeniu owych ludzi. Co rozumiem pod pojęciem "doświadczenia"?. Interpretować można to wszelako jednak chodzi mi tu o wszystkie zdarzenia, przypadki, wzloty i upadki, z którymi człowiek musiał się zmierzać w swoim doczesnym żywocie.

Na przykład pewien chłopiec, dajmy na to Jasiu (klasyczne ubite imię, znane z dowcipów. Posiadacze tego imienia nie mają łatwego życia = ]). I ten Jasiu przez całe swoje, powiedzmy, 18 lat istnienia, miał jedną lub dwie dziewczyny, z którymi związek nie należał do tzw. "gorących romansów", raczej "młodzieńczych zauroczeń". Jakie będą tego konsekwencje? Nasz Jaś nie będzie dosyć otwarty na kontakty z nowymi dziewczynami, co oczywiście nie oznacza, że z takowymi nie wejdzie w związek, ale jego związki przybiorą formy dość, że się tak wyrażę "mało owocne".

Z drugiej strony mamy Dyzia, typowego podrywacza. Konwersacje i obcowanie z przedstawicielkami płci przeciwnej to dla niego chleb powszedni. Dlaczego taki jest? W przeszłości miał dużo epizodów z dziewczynami.

Teraz oczywiście nasuwa się pytanie, skąd taka przepaść między przeszłościami obu przeciwników? Nie jest to łatwe pytanie, jednak z powodu możliwości rozpatrzenia wielu przyczyn, odpowiedź może być wszelaka. Jeden z czynników? Otoczenie. Jeżeli ktoś wychowywał się w małej miejscowości, gdzie kontakt z rówieśnikami był ograniczony, z oczywistych powodów nie miał możliwości przebywania z innymi. I ma to odbicie w przyszłości tego człowieka. Działa to również w drugim typie osoby.

Jakie są dalsze konsekwencje? Stosunek do pewnych spraw. Jakiś czas temu byłem świadkiem wypowiedzi pewnego chłopaka i reakcji innego, siedzącego obok:

lekcja polskiego, chłopak A interpretuje wiersz, chłopak B-słucha. Obaj mają po 18 lat (jest to dość istotna informacja przydatna w dalszej części historii)
Tak się złożyło, że był to wiersz o miłości z epoki 20lecia międzywojennego, tak więc interpretacja mogła zejść na drogę erotyczną:

A:wiersz może opowiadać o stosunku seksualnym kobiety z mężczyzną. Opisuje ona swoje wrażenia z tym związane. Marzy aby ta chwila trwała wiecznie. Możliwe, że opisuje swoje przeżycia dotyczące orgazmu.

B:HaHaHaHa 


O co tu chodzi? Mianowicie osoba B, dość niedojrzała emocjonalnie zaczęła się śmiać słuchając wypowiedzi swojego kolegi z klasy . . . . . . . . . . (czas na przemilczenie). Może trochę przesadzam i może jest to dość trywialna sprawa, ale pierwszy raz się spotkałem aby osoba 18 letnia wybuchła śmiechem słuchając o seksie, w dodatku w kontekście literackim.
Jaki z tego wniosek? Nie ważne ile masz lat, dojrzałość osiągasz z wiekiem kiedy jesteś gotowy na stawianie czoła tematom, które wydawały się zbyt niewygodne aby o nich rozmawiać gdy byłeś dzieckiem.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Oda do Niej

wtorek, 10 listopada 2009 21:53
Oh! jesteś taka piękna
Jak noc ciemna
Jak pejzaż nocny
Patrzenie na ciebie
To dla mnie udręka
Im dłużej się wpatruję
W twoje, jasne
Jak plastik lica
Tym bardziej
Się zastanawiam
Gdzie leży granica,
Granica rozsądku
Brzydoty granica
To czego nie widać
Gołym okiem ludzkim
Jest ukryte pod warstwą
Ceramiki łódzkiej
Więc gdy nagle ktoś zechce
Poznać o niej prawdę całą
Nie wystarczy kilof; młot
pneumatyczny to wciąż mało




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Licealiści wszystkich krajów łączmy się!

wtorek, 03 listopada 2009 19:52
    Próbna matura z matematyki już za nami. Jak poszło, każdy może sobie sprawdzić porównując odpowiedzi do tych, które udzielił na egzaminie. Będąc dzisiaj w szkole zauważyłem, że wiele osób uznało dzisiejszy "sprawdzian" za zbędny, błahy i taki, który można olać. Czy aby na pewno? Myślicie, że prezerwatywy trafiają na rynek bez wcześniejszych testów, że samochód dopiero co wyprodukowany trafia do salonu? Odpowiedź brzmi, nie! Przed każdym oficjalnym wprowadzeniem produktu na rynek prowadzone są badania sprawności, jakości etc. To samo jest z próbną maturą. Był to w pewnym sensie test jakości nauczania matematyki w szkole. Chociaż i to nie jest odpowiednia definicja, gdyż poziom nauczania nie jest proporcjonalny do poziomu wiedzy uczniów. Dochodzą tu jeszcze chęci i ambicje, a tych z kolei brakuje u, niektórych osób.
    Zastanawia mnie jedno. Czy nikt nie zadaje sobie pytania typu "co chcę osiągnąć w życiu?", "czy mam jakiś konkretny cel"? Odnoszę wrażenie, że licealiści mają na oczach klapki, które pozwalają im dostrzegać jedynie najbliższą przyszłość (czyt. kolejna przerwa). Czy liceum ogólnokształcące jest miejscem, do którego się idzie tylko po to, aby przetrwać te 3 lata i dostawać zniżki uczniowskie? Nie sądzę. Jest to przygotowanie do dorosłego życia chociaż, jak pisałem wczoraj, przypomina to powrót do przedszkola. Jednak w gruncie rzeczy liceum jest nastawione na to, aby przekazać nam podstawową wiedzę i przygotować do kolejnego szczebla edukacji jakim jest uniwersytet.
    Słyszę nie raz jak ktoś mówi "aa, zdam na 30% i lajt". Słysząc coś takiego, z jednej strony muszę się powstrzymywać od wybuchu śmiechu, a z drugiej odczuwam lekkie współczucie dla takich osób. Rozumiem, że ktoś może mieć dużo pieniędzy i taka matura wystarcza mu do studiowania w trybie zapłać-ucz się-zapłać-zdaj. Czy nie świadczy to może o bardzo małych ambicjach? 30% ?? Nie mam na myśli nawet dostania się na studia. Ale sam fakt, że po trzech latach ciężkiej (lub nie) pracy otrzymuję 30% na egzaminie maturalnym? To tak jakby po sześciu miesiącach diety schudnąć 50g. Na sam koniec chciałbym zacytować pewną osobę

"Człowiek uczy się przez całe życie, z wyjątkiem lat szkolnych." - niektórzy wzięli to do siebie, i to bardzo ...

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Liceum, czyli przedszkole dzieci dużych

poniedziałek, 02 listopada 2009 22:27
Siedząc w ławce na lekcji, zastanawiam się nad tym czy aby na pewno znajduję się w miejscu, które zwie się Liceum Ogólnokształcącym. Poziom infantylizmu w mojej klasie przekracza wszelkie możliwe granice. Gdyby dzieciom z przedszkola dano możliwość spędzenia jednego dnia tutaj, czuję, że czuli by się strasznie swobodnie, bo w końcu byliby wśród "swoich". Na prawdę! Bo jeżeli zabawa w rzucanie tamponem, nasiąkniętym sokiem jest śmieszna, to chyba na prawde źle ze mną. Widocznie nie mam poczucia humoru. Czasami mam taką wielką ochotę cofnąć się w rozwoju o jakieś 10 lat, aby mieć możliwość uczestniczenia w tej, jakże rozwojowej, zabawie. W chwili obecnej jestem za to za stary, a szkoda .. Pamiętam lekcję biologi. Pani mówiła o teorii ewolucji i padło stwierdzenie, że ewolucja ma dwie możliwości: jednokierunkowa, czyli taka, która przebiega w określonym kierunku i nie występują żadne powroty do wcześniejszych stanów oraz ewolucja, która ma wykres w kształcie sinusoidy. Wśród niektórych środowisk i grup młodzieżowych z pewnością przedarł się ten drugi typ jednak zaszło to zbyt daleko w efekcie czego przedstawiciele tych grup zostali pozbawieni przedrostka homo. Przykre, ale prawdziwe. Na sam koniec chciałbym dodać, że wśród licealistów można spotkać jeszcze inteligentnych, ambitnych i dojrzałych ludzi, i co najważniejsze, nie stanowią oni mniejszości.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Niedziela ...

niedziela, 01 listopada 2009 11:48
Niedziela. Pierwszy listopada. Dla jednych czas zadumy i spokoju, dla innych kolejny dzień wolny od pracy, a dla mnie ?
No właśnie, dobre pytanie. Wydaje mi się, że w moim przypadku ten dzień nie różni się od zwykłej niedzieli. No, może jedna różnica polega na tym, że nie mogę iść do sklepu i kupić sobie czegoś. Jednak to jest najmniejszym problemem. Nachodzi mnie po prostu refleksja, czy aby na pewno ludzie nie przesadzają z obchodzeniem tego święta. Przede wszystkim jest to dobra okazja dla kontrolerów biletów, żeby złapać jakiegoś gapowicza, ponieważ ludzie uważają, że jest to zbyt poważny dzień, aby ktoś mógł pracować, no a jednak może ich spotkać niemiła niespodzianka. Po drugie tłok, stojąc wczoraj w kolejce do sklepu papierniczego (gdzie akurat sprzedawali też znicze) czułem się jak na otwarciu nowego sklepu, lub też w miejscu gdzie rozdają coś za darmo. Ludzie naprawdę pchali się niesamowicie, podczas gdy dzień lub dwa dni wcześniej sklep ten świecił pustkami. Moja strefa intymna zmniejszyła się do dwóch centymetrów. Uwierzcie mi, przebywanie w takiej odległości od 60 latki, umalowanej jak nie jedna nastolatka, nie należy do przeżyć, które chce się wspominać. Przypominam wszystkim: znicze sprzedają nie tylko w ten dzień :) Patrząc na to obiektywnie, w dzień 1 listopada wszyscy nagle sobie przypominają, że mają kogoś bliskiego pochowanego na cmentarzu. Rozumiem, że to święto obchodzone jest z szacunku dla znarłych, dla świętych pamiętanych i niepamiętanych, ale nie można dać się ponieść zbyt dużym emocjom i przedkładać tego nad wszystkie inne wartości. Nie mam tu na celu nikogo osobiście obrazić lub też wyśmiać religijne zwyczaję chcę tylko pokazać, że czasem należy zachować trzeźwość umysłu, w niektórych sytuacjach.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Sonet Pierwszy

czwartek, 29 października 2009 16:54
Ujrzałem ją w szkole, siedząc przy stoliku
Usłyszałem jej głos, podobny do krowiego ryku
Jej twarz wydała mi się również dosyć dziwna
Ni to pomarańcz, ni to żółty, raczej jakaś barwa piwna


Śmiała się bez przerwy, mówiąc ciągle "dżizys"
Jej cera błyszczała jak w łazience mojej flizy
Szczerzyła swe zęby niby śnieżnobiałe

A jej oczy jak mówiła, wydawały się dość małe


Taka oto jest ta nasza dziwna kreatura
Jedni mówią piękna, inni stara rura
Stara się jak może, marne tego skutki


I tutaj się wysnuwa moralik króciutki
"Jeśli chcesz być ładna, szpachla nie potrzebna
Bo każda kobieta ma w sobie dużo piękna"


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

piątek, 20 października 2017

Licznik odwiedzin:  2 991  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Archiwum

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

blog o codzienności

O mnie

młody chłopak, pełen życia i energi. Chcesz wiedzieć więcej, czytaj mojego bloga ..
masz jakieś pytania, sugestie? pisz śmiało: b.weglarz@hotmail.com

Statystyki

Odwiedziny: 2991
Wpisy
  • liczba: 11
Bloog istnieje od: 2914 dni

Lubię to